Sport jest zaskakujący i nieprzewidywalny. Często, jako zupełna sensacja, niespodziewanie pojawia się sportowiec, który okazuje się czarnym koniem i prawdziwą sensacją. Wygrywa konkursy, zdobywa medale, mimo tego, że prawie nikt wcześniej o nim nie słyszał. Czasem jest to naprawdę wybuch formy czy szybki rozwój talentu sportowca. Niejednokrotnie zdarza się jednak, że wynikiem dobrej dyspozycji jest doping, który daje przewagę nad innymi. W dzisiejszym sporcie wiele mówi się o fair, play, lecz w XXI wieku sport to nie tylko medale, tytuły mistrzowskie, ale przede wszystkim pieniądze. To one potrafią sprawić, że zawodnik jest w stanie dopuścić się stosowania środków antydopingowych. Owszem, system wykrywania takich specyfików w organizmach jest na tak wysokim poziomie, że nie przeciśnie się chyba żaden badany. Pojęcie dopingu może być jednak znacznie szersze, o czym przekonaliśmy się na Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver. Cały świat dowiedział się, być może za sprawą Justyny Kowalczyk, że narciarze chorują na astmę. Choroba oczywiście objawia się różnie, ciężko, więc stwierdzić na podstawie jednego badania przydatność leków na astmę dla sportowca. Każdy medal, nawet ten niechciany, ma dwie strony. Tym samym leki te wpływają na płuca sportowców, dzięki czemu są oni lepiej dotlenieni i mogą uzyskiwać lepsze rezultaty. Miejmy jednak nadzieję, że organizatorzy i na to znajdą jakiś sposób, tak by rywalizacja była zdrowa i sprawiedliwa pod każdym względem, by wygrywali najlepsi, nie najsprytniejsi.